wtorek, 19 maja 2009

Pałac pałaców...

Czyli Gyeongbokgung. Trudna nazwa, ale te koreańskie to jakoś tak mają, że do najłatwiejszych nie należą. Wybraliśmy się tam z Martą w chyba najbardziej słoneczny dzień maja. Temperatura podchodziła pod 30 stopni i nie dało się wytrzymać bez odrobiny cienia. Swoją droga byliśmy jednymi z ostatnich, którzy odwiedzili pałac, ale jakoś wcześniej nie mogliśmy się zebrać.

Zmiana warty przed główną bramą...

Pałac i współtowarzyszka zwiedzania - Marta...

Sam pałac został zbudowany w 1394r., przez dynastię Joseon, a potem zrekonstruowany w 1867. Jest to największy z grupy Pięciu Wielkich Pałaców Seulu. W okresie swojej świetności na terenie pałacu (ponad 400 tys. m2) znajdowało się 330 budynków mieszczący w sobie łącznie 5792 pokoje. Niestety większość z nich nie przetrwała wojen w XXw., a okupujący Koreę Japończycy za wszelką cenę starali się za wszelką cenę wymazać z historii dynastię Joseon.

Zabudowania pałacowe...

Komnaty pałacowe...

Najładniejszy... budynek w całym kompleksie ;)

Najnowsza, zrekonstruowana część pałacu...

Obecnie pałac mieści także National Folk Museum, które swoją droga jest jednym z najciekawszych muzeów w Seulu. Znajdują się tam wystawy tematyczne dotyczące zarówno dziejów powstania państwa i narodu koreańskiego, wpływów innych kultur i narodów na koreańską kulturę jak i tradycyjne stroje, wystroje chat czy metody przygotowywania kimchi. Nam z Martą oczywiście najbardziej spodobała się część dla dzieci, gdzie można było wszystkiego dotknąć, poruszać itd. ;)

Wejście do muzeum. Dalej musiałem schować aparat...

Na zewnątrz budynku znajdowały się też zrekonstruowane koreańskie chaty oraz kamienne pomniki bóstw z dawnych czasów.

Mój drugi dom...

Duże i z kamienia...

Muzeum z oddali...

Generalnie wyprawa do pałacu była udana... tylko dlaczego było aż tak gorąco!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz