Z racji zbliżającego się nieuchronnie końca pobytu w Seulu, postanowiłem wybrać się i zobaczyć coś jeszcze. Padło na War Memorial, czyli muzeum wojny. Tłumaczenie dość w sumie całkiem niezłe, bo w znajdującym się na Itaewonie gmachu można było znaleźć wszystko, czym ludzie w Korei wojowali - od prehistorycznego grotu włóczni po wyrzutnie rakiet i symulacje ataku atomowego. Czas też dobry, biorąc pod uwagę ostatnie zamieszanie i napięcia między Północnymi i Południowymi...
Wrażenia niesamowite. Po pierwsze dlatego, że każda najmniejsza ekspozycja była dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. A było ich tam mnóstwo. Począwszy od tych ukazujących średniowieczne wojny na półwyspie koreańskim, wojny z Japonią, drugą wojnę światową, wojnę koreańską, aż po udział wojsk koreańskich w konfliktach w Zatoce Perskiej czy wojnie w Wietnamie.
Po drugie, muzeum zaprojektowano, żeby chciało się po nim chodzić. My spędziliśmy tam ponad 4h i gdyby nie to, że już powoli zaczynały nas nogi boleć od wychodzonych kilometrów, to nie zauważylibyśmy upływu czasu. Mnóstwo animacji, zdjęć, filmów, makiet, plansz, autentycznych przedmiotów z czasów wojny, rekonstrukcji. I to wszystko w rozmiarach od pudełka zapałek po statek czy haubicę w skali 1:1!
Po trzecie, mnóstwo ludzi. Raz, że sobota, ale Koreańczycy przychodzili tam całymi rodzinami, bo muzeum czasami przypomniało plac zabaw, a na pewno miało czym zabawić całą rodzinkę przez cały dzień.
Uwaga dla odwiedzających Seul: to naprawdę trzeba zobaczyć! Jak ktoś nie wierzy, to tu są zdjęcia: http://picasaweb.google.com/ad.musial/ .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz