poniedziałek, 2 lutego 2009

Seul na dzień dobry...

Zaraz po przyjeździe wybraliśmy się z naszym koreańskim przyjacielem na zakupy. Musieliśmy kupić takie podstawowe rzeczy, typu poszewki, prześcieradła, proszek do prania, jakieś kosmetyki, które były za ciężkie, żeby je zabrać ze sobą... Od momentu kiedy wsiedliśmy do samochodu, każda kolejna drobnostka zaczynała nas wprawiać w zdumienie.

1. Elektronika w samochodzie

Chyba każdy koreański samochód jest wyposażony w GPS. Ma to swoje uzasadnienie, bo Seul jako aglomeracja ma ok. 22 milionów mieszkańców (obrazowo: prawie 2/3 mieszkańców Polski). I oni naprawdę tego GPSa wszędzie używają. Ten nasz skośny kolega by bez niego do sklepu nie trafił. Ale GPS to nie wszystko. Czujniki parkowania są na porządku dziennym, bo wszyscy się wciskają samochodem tak, gdzie ja bym pewnie rowerka nie zaparkował. Nawet w lusterku im coś miga i jakieś cyferki im przeskakują...

2. Światła i znaki

Po prostu - są po drugiej stronie ulicy, tzn. za skrzyżowaniem a nie przed. Samochody zatrzymują się na linii (coś a'la linia przy znaku stop) i jak po drugiej stronie uliczy świeci im się zielone to ruszają. Tak samo jest ze znakami informacyjnymi. Ma to swoje plusy, bo nawet pierwsza osoba stojąca na czerwonym widzi, gdzie może jeszcze skęcić i czy ma jeszcze czerwone czy nie. Dodatkowo na niektórych skrzyżowaniach pasy dla pieszy są wyznaczone ukośnie przez skrzyżowanie, gdyż w momencie, gdy zapala się czerwone, każdemu pieszemu na skrzyżowaniu zapala sie zielone. Dlatego może przejśc nawet przez środek skrzyżowania.

3. Kosmetyki

Jak już dojechaliśmy do celu, czyli do domu towarowego w stylu wielopiętrowego Tesco, zaparkowaliśmy samochód i ruszylismy podbijac okoliczne półki. Kupiliśmy pościel, kupiliśmy wieszaki i pare innych rzeczy i ruszamy na poszukiwanie żelu po prysznic... Szukamy, szukamy... no i w końcu kupiłem sobie chyba jakieś mydło w płynie. I to nie dlatego, że sierota jestem, tylko dlatego, że koreańczycy nie mają za bardzo takiego cudu. Nie występuje u nich forma pośrednia między mydłem w kostce, a szamponem do włosów. Za to mają mnóstwo odżywek i balsamów do ciała. Wniosek jest taki, że albo straszni z nich tradycjonaliści, albo doszli do wnisku, że mydło jest praktyczniejsze, bo mniej zajmuje, albo uzywają tych odżywek i czekają aż z brudem odpadnie ;) Jedynym europejskim produktem żelopopdobnym, był żel Adidasa, aczkolwiek był tylko w 2 zapachach i kosztował 3 razy więcej niż wszystko inne.
Z farbą do włosów tez jest ciekawie. Mają każdy kolor, pod warunkiem, że jest ciemny. Blondy, ze względu na naturalny kolor włosów koreańczyków, nie mają racji bytu.
Generalnie wszystkie kosmetyki są dużo droższe niż w Europie i w dodatku ciężko znaleźć większość znaych nam produktów.

4. Pakowanie

Kupiliśmy co potrzeba, zapłaciliśmy, przy płatności kartą kazali nam się podpisać... na elektronicznym wyświetlaczu, bo gdziezby tam na jakimś staroświeckim paragonie, wrzuciliśmy do wózka rzeczy i jedziemy.

Nagle Eric, nasz koreański mentor, skręca w bok i podjeżdzą do lady, obok której znajduje się coś co wygląda jak śmietnik. Jak sie pewnie domyślacie śmietnik to nie był, a wręcz przeciwnie - stanowisko do pakowania. Otóż nasi szanowni lekko skośni koledzy wprowadzili rozporządzenie, że żeby było ekologicznie wyeliminują torby plastikowe, tylko nie wprowadzą toreb materiałowych, a... pudła kartonowe! Każdy wiekszy sklep, po wypakowaniu produktów na półki odnosi kartonowe opakowania do stołu przy wejściu, gdzie klienci mogą sobie takie opakowanie wziąć, skleić sklepową taśmą i użyć jeszcze raz. Ciekawe, nieprwadaż?

5. Kolory samochodów

Podobnie trochę jak z farbą do włosów: są wszystkie pod warunkiem, że jest to czarny, srebrny albo biały. Jeszcze się nie dowiedziałem dlaczego 90% samochodów w Seulu jest w takich kolorach, ale mam nadzieję, że mi się to uda...

6. Wiek

Może znowu wyjdę na ignoranta ale jeszcze na razie nie jestem w stanie powiedzieć, czy człowiek o skośnych oczach z którym rozmawiam jest z Chin, Japonii czy Korei. Przypuszczam, że w krótce się nauczę, ale tak czy inaczej jedną rzecz wszyscy azjaci mają wspólną - nie sposób określić ich wieku. Nie chodzi mi tutaj odróżnianie emeryta od niemowlaka, ale pomyłka o 10-15 lat nie jest czymś dziwnym. Oczywiście pomyłka w tą dobrą dla nich stroną, tzn. 35-latkowie wygladają (ale też trochę styl bycia) jak 20-latkowie. Tak było przykładowo z Ericiem, który, jak się później okazało urodził się w '74 i ma już żonę i dzieći. A my mu 23-25 lat dawaliśmy :/

7. Religia

Większość Koreańczyków nie deklaruje przynależności religijnej, ale jeżeli już w coś wierzą, to jest to religia chrześcijańska. Trochę mnie to zdziwiło bo jakoś kojarzyłem ją raczej z buddyzmem, ale później, gdy jadąc przez Seul widzieliśmy co chwilę jakiś kościół, to uwierzyłem. Co prawda w dużej cześci są to kościoły protestanckie i ich mankamentem jest to, że są otwierane tylko na mszę, ale jest ich dużo i każdy z nich na czubku ma czerwony, neonowy krzyż.

Jeden przejazd do sklepu i tyle ciekawostek. Oczywiście nie wspomne już o tym, że europejczykowi w dogadaniu się z kimkolwiek pozostaje tylko język migowy, a wszystko poza głównymi budynkami i komunikacją miejską oznaczone jest po koreańsku...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz