Czyli co robić można, gdy na zewnątrz szaro, buro i trochę zimno. Ale nie narzekam. Wybraliśmy się ostatnio znowu na nasz ulubiony Dongdaemun Market w celu kupienia kilku rzeczy "po taniości". Naszym celem były: kosmetyki, kapcie, spodnie dresowe i buty. Domyślcie się co dla kogo ;) Cel został zrealizowany w 50%, gdyż ja kosmetyków dla siebie - a ściślej mówiąc, dezodorantu - to nie znalazłem. Nie wiem, czy ci tutejsi, to oni takich rzeczy nie używają, czy zaopatrują się w jakichś specjalnych sklepach, czy co... Wiem, że dezodoranty są, bo widzieliśmy je podczas pierwszego dnia w supermarkecie, ale troche dziwi sklep z kosmetykami, w którym ani jednego dezodorantu, sztyftu ani niczego temu podobnego nie ma. Nawet w zestawach kosmetyków mają odżywkę zamiast dezodorantu...
Na szczęście reszta zakupów wyglądała lepiej, aczkoliwek znowu było kilka rzeczy, które mnie zdziwiły. Chciałem kupić buty. I to już nawet nie chodzi, że okazało się, że moim rozmiarem tutaj jest 260, ale w momencie gdy poprosiłem o mniejsze, a pani ekspedientka przyniosła mi te same, tylko z wkładką w środku... to się wtedy już załamałem ;)
To samo dotyczy spodni. Tu rozmiar się trochę bardziej zgadzał: XXL, czyli największe jakie mieli na rynku. O ile w szerz, to ja zawsze miałem się czym pochwalić i tu XXL, chociaż może trochę przesadzone, ale nie powinno dziwić, o tyle okazało się że one są również dobre ... na długość! Mina mojego współlokatora, który to zobaczył (a on ma ponad 190cm wzrostu), gdy przymierzałem je później w pokoju była bezcenna. Biedak sobie tu spodni nie kupi ;)
Przy okazji przechodząc jedną z uliczek napotkaliśmy na zagłębie zoologiczne. Zagłębie, ponieważ jak tu się sprzedaje skarpetki, to całe piętro sprzedaje tylko skarpetki, itd. Ale wracając do zwierzątek, to poza tymi zwyczajnymi typu: chomik, świnka morska, rybka można było kupić m.in. jeże, koguty czy psy. Nawet jeża albinosa na sprzedaż widzieliśmy...
Na szczęście reszta zakupów wyglądała lepiej, aczkoliwek znowu było kilka rzeczy, które mnie zdziwiły. Chciałem kupić buty. I to już nawet nie chodzi, że okazało się, że moim rozmiarem tutaj jest 260, ale w momencie gdy poprosiłem o mniejsze, a pani ekspedientka przyniosła mi te same, tylko z wkładką w środku... to się wtedy już załamałem ;)
To samo dotyczy spodni. Tu rozmiar się trochę bardziej zgadzał: XXL, czyli największe jakie mieli na rynku. O ile w szerz, to ja zawsze miałem się czym pochwalić i tu XXL, chociaż może trochę przesadzone, ale nie powinno dziwić, o tyle okazało się że one są również dobre ... na długość! Mina mojego współlokatora, który to zobaczył (a on ma ponad 190cm wzrostu), gdy przymierzałem je później w pokoju była bezcenna. Biedak sobie tu spodni nie kupi ;)
Przy okazji przechodząc jedną z uliczek napotkaliśmy na zagłębie zoologiczne. Zagłębie, ponieważ jak tu się sprzedaje skarpetki, to całe piętro sprzedaje tylko skarpetki, itd. Ale wracając do zwierzątek, to poza tymi zwyczajnymi typu: chomik, świnka morska, rybka można było kupić m.in. jeże, koguty czy psy. Nawet jeża albinosa na sprzedaż widzieliśmy...
jeż albinos? a gdzie fota, kocham jeże albinosy :D
OdpowiedzUsuńA kupiliście kapcie? Bo nic nie wspominasz? I się martwię, że marzniesz... :P
OdpowiedzUsuńjeża albinosa niestety nie sfotografowaliśmy, a kapcie już mam... dziękuję za troskę ;p
OdpowiedzUsuń